Witaj nieznajomy!
Zaloguj | Pomoc (logując się akceptujesz regulamin!)
Logowanie

Ciasteczka muszą być akceptowane!

Login:
Hasło:


Zapomniałeś hasła?
Jeśli nie posiadzasz jeszcze konta zarejestruj się!
 

Gracze online: (1)

Mazzy,


Wieści z karczmy:

Duriel Mściwy (20:04): * Bez żadnego wysiłku podniósł topór i podstawił sobie jego krawędź przed oczy. Ostrze było gładkie jak jeszcze przed chwilą. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie, po chwili odwracając się w stronę odrzwi. Teraz, gdy zagrożenia jako takiego nie było, mógł opuścić swą broń i z kpiącym uśmieszkiem spoglądać jak jaszczur umyka. Wzruszywszy ramionami Duriel wolną ręką pochwycił kaptur swojej szaty i naciągnął go na swą głowę. Wszak czeka go parę godzin wędrówki do swej kryjówki. Pokręci się tutaj jeszcze w okolicach tego przybytku, może trafi się taki jeden, którego również ma za zadanie ubić. Wolnym krokiem opuścił przybytek zaraz za Domkowem, by obserwować jego okolice z ukrycia.*
Domkow (20:00): *Wyszedł*
Duriel Mściwy (19:48): * Jakim cudem jego topór nie sięgnął Domkowa, tego Duriel nie wiedział. Wszak tamten szarżował na błękitnowłosego, zajęty więc był czym innym. No ale potężny jaszczur umknął przed ciosem. *
- Najwidoczniej jedni są silni tylko w grupie, a inni po prostu bardziej nietykalni od innych... i tchórzliwi zarazem.
* Pomyślał, widząc jak potężny zamach toporem spada na jedno z krzeseł i zamienia je w stertę drzazg leżącą na podłodze. Być może Domkow umknął mu przez ten cień, tylko ciężko ten cień wypatrzeć pośrodku izby. Mniejsza z tym, będzie jak podpisał. Prędzej czy później jaszczur padnie, a razem z nim jego towarzystwo. Uciekającym już się nie zajmował. Bardziej niż on jego myśli zajął topór, który mocniej uchwycił w ręce. *
Arnubis (19:38): * Gówno go obchodziło, co się tam z tyłu działo. Gonili go, kij z tym. Nikt nie dogoni błękitnowłosego... znaczy się, kilku takich jest. Ba, kilku się udało. Nawet ostatnio jeden go przegonił... ale nie był wielkim jaszczurem w pełnej płycie w ciasnej i zagraconej karczmie. Dalej krzycząc bardzo stylowo, pędził w stronę ściany. Okno! Ocalony. Kogo tam honor obchodzi? Skoczył weń i na zewnątrz się wydostał. Ha! I kto tu jest górą? Nie czekając na odpowiedź pomknął przed siebie, byle dalej od karczmy. *
Domkow (19:37): *Tak... Dwóch uciekło, a on miał hak w głowie. Znaczy zahaczony hak tkwił między hełmem, a resztą pancerza. Odczepił owy, zbierając się do kupy. Tak, ot żeby nie upaść. Zatem ukradziono mu miecz, a on miał łańcuch zakończony hakiem... Zastanawiał się nad nim, spostrzegając Duriela, co wziął się znikąd. Ot wyłonił się z cienia? Niech więc zdziwionym nie będzie, że przeciwnik mu w cień umknie, nie dając się trafić toporem...* Zginiesz!... Broni nie mam, zginiesz jutro, bądź pojutro! *Wysyczał to po czym umykać zaczął z gracją kulawego słonia, ku drzwiom, przewracając po drodze wszelkiej maści stoły, stołki i stoliki.*
Duriel Mściwy (19:25): * Błękitne oczy przypatrywały się z ukrycia trwającej walce. *
- Świetnie... dwie pieczenie na jednym ogniu.
* Mężczyzna w wieku dwudziestu siedmiu wiosen mruknął do siebie, strzepując ze swego kaptura i ramion zalegający nań śnieg. Żadnych rozmów, żadnych umizgów. Lepiej od razu przejść do rzeczy. Mężczyzna odziany w białawą pelerynę z kapturem i takież same spodnie wszedł do przybytku. W jednej ręce dzierżył już obusieczny topór, gotowy do użycia. Drugą zaś zdjął kaptur, ukazując zebranym czarne włosy okalające jego twarz. *
- Zapraszamy na taniec z jaszczurką... a może błękitnowłosym?
* Uchwycił mocniej swą broń, sadząc długie kroki ku jaszczurce jednak. Nie wolno pozwolić by błękitnowłosy padł z czyichś rąk. To muszą być jego ręce. Będąc już blisko uniósł topór w górę, mierząc na opancerzone lewe ramię Domkowa. Powietrze przeszyte zostało opadającym toporem. *
Mavair (19:24): *Odbił się lekko od wroga i zatrzymał tam, gdzie ten stał przed ułamkiem sekundy. Nie wiedział czemu... Przecież Arni z równowagi miał olbrzyma wytrącić, a cios w pas- przewrócić. Ale nic... Przez sekundkę analizował obraz bójki. Arni uciekał, więc i On uciekać powinien. Schował miecz i już, już ku drzwiom biec miał, ku wolności, gdy broń wielkoluda przed sobą ujrzał. Nie namyślając się wiele chwycił rękojeść dwuręcznego kawału żelaza i ciągnąc go po ziemi, wybiegł z karczmy.*
- Arni! Szczęścia Ci życzę! *krzyknąć zdążył jeszcze i miecz na ramie zarzucając, do czego wysilić się musiał, umknął w las, biegnąc w co gęściejsze krzaki.*
Arnubis (19:18): * Hmmmm... Co się działo? Nie do końca rozumiał. Z tego, co zakładał, jaszczurzysko powinno już leżeć przebite mieczem na ziemi. A nie leżało. Ani chybi, magik. Albo golem. W każdym razie, nie leżał, nie umierał. Biegł wprost na niego. Nie tak miało być. Zbyt wiele mu nie zostało czasu na zastanowienia... Odwrócił się i zaczął uciekać przed siebie, krzycząc na całe gardło słynne "AAAAAAAAAAAAAAAAAA!" ; i przeskakując ławy, krzesła i stoły. Może umknie? *
Domkow (19:12): *Jaszczur był postawniejszy od dwóch ludzi. Może nie razem wziętych, ale gdyby brać pod uwagę zbroję, to zdawać by się mogło, że ten niemały przecież gad, jest większy niżli ci dwaj ludzie, jakoś nieuzbrojeni, prawie w cale. Widząc, że Arnubis pragnie się przeciągać, pozwolił mu wygrać, by już po chwili szarżować na wroga... Ten jednak umknął w bok... Zmienić kurs, nie już nie da rady... Przydałby się pocisk, który nakieruje Domkowa na Arnubisa! Wtem Mavair zaatakował ciężkozbrojnego... O tak! Jeszcze drobna korekta i bez znacznej stratu pędu, z hakiem o hełm zaczepiony, szarżował na błękitnowłosego. Jeno miecz swój ciężki pozostawił, tam cztery kroki wcześniej.*
Mavair (19:07): *Widząc rezultat siłowania miecz opuścił i ruszył ku wrogowi. Te cztery kroki, które przeciwnik pozostawił między nimi, pokonał w trzech susach. Rękę z mieczem odsunął od siebie, by nie nadziać się aby. Skoczył płasko, celując w pas i uderzył barkiem w zbroję Domkowa. Jeszcze tylko głowę wcisnął w ramiona, coby łańcuchem w łeb nie oberwać.*
- Aaargh! *Metal... Ramię... Musiało zaboleć, ale przygotowany był na to. Na razie chciał przewrócić przeciwnika. Na leczenie przyjdzie czas.*
 
   

Twitter Facebook


Copyright © 2004-2009 by dzonder. Wszelkie prawa zastrzeżone. Webdesign by Anakeen.
[ Pomoc | Regulamin | FAQ | Drogowskazy | Twórcy | Kontakt ]

Valid XHTML 1.0! Valid CSS!