gfx-left-armGracze online: (26)gfx-right-arm

Airandil Annare, Arcadia, Chupacabra, Czerstwy Wacław, Devil Jin, Dziarski Henk, Esmaella, Froxdont, Koper, Krezus, Levitt, Madness, Makabrar, Nordgar, QrQrior, Reinmar von Glatz, Sathendil, Szelma, Tarius, Tarshish, Tensarioth, Tiudus, Valielaith Firiel, Valmir, Xeax Xani, Xerox,

gfx-left-armWieści z karczmy:gfx-right-arm

Karczmarz: z nudów rozlał na szynk nieco piwa i paluchem wskazującym zataczał w nim ósemki. co jakiś czas, popadał w zamyślenie, oblizywał paluch bądź dłubał nim w nosie... potem chwile tępym wzrokiem wpatrywał się w drzwi wejściowe i upewniając się że w karczmie nadal nikogo nie ma wracał do swojego zajęcia związanego z palcem i rozlanym piwem...
Karczmarz: - nawet ten cholerny świerszcz nie kwili już tutaj... ech i na co mi przyszło...
Karczmarz: *przechadzał się po pustej karczmie co jakiś czas którąś z drewnianych ław szmatą przecierając i mamrocząc coś do siebie na temat niechlujstwa, warcholstwa i chamstwa. W przerwach w biadoleniu i narzekaniu na brak gości przystawał i wzrok na chwile zatrzymywał na malowidłach które w karczmie wisiały. Zaraz potem jednak wzdychał głęboko i znów krążył po karczmie pomstując na brak gości i złota.*
Grandil (23:51): *Obudził się... Wstał i tak jakby nic się nie wydarzyło wyszedł z karczmy. Była to słuszna decyzja. Przeto faktycznie nic się nie wydarzyło, więc jak inaczej miałby wyjść?*
Grandil (21:43): *Ponieważ nic w karczmie nie absorbowało jego uwagi, siedział spokojnie. Przechodni myśleli, że czuwa z zamkniętymi oczami... Inni mogli sądzić, że właśnie łyka najmocniejszą gorzałkę w całym Galimorze i tak mu daje po gardle, że aż oczy zmrużył... Byli w błędzie... On zasnął...*
Bazyl (20:53): *Wstał, zabrał klucz z kontuaru i udał się na górę, gdzie czekał na niego pokój.*
Grandil (20:51): *Do karczmy wszedł wysoki jegomość w płaszczu. Postura jego wskazywała na to, że pod tkaniną skrywa potężne mięśnie. Jego płaszcz wskazywał na to, że albo lubi drogie rzeczy i chętnie grozi kupcom mieczem by dali mu piękne odzienia, albo matka jego matki była bardzo bogata i gdy umarła zapisała cały majątek swej matce która także umarła zostawiając go swemu dziecku. Choć wielu trudziło się i dumało, która wersja jest prawdziwa, żaden nie miał odwagi by go o to spytać. A odpowiedź zadowoliła by ich. Bowiem płaszcz ten... kupił za własne pieniądze. Skierował się do pustego kąta, nie do szynku, gdyż jak zauważył spoglądając dziś w stronę swej sakiewki, piwa dziś nie wypije, dziewczynki nie wychędorzy... Siadł zatem... i siedział czekając na rozwój wydarzeń w karczmie...*
Bazyl (20:12): -Bywaj zatem! I uważaj na macki czyhające w ciemnościach! * żart czy też prawdziwe ostrzeżenie? A może uwaga? Bazyl uśmiechnął się jeno i zajął się gonadami, które zostawiła Shamaya.*
Amesilli Shamaya (19:59): - I to koniec już? *Zapytała* - Ciekawa historia, bardzo ciekawa, lecz czas na mnie, a w głowie zaczęło już szumieć. *Zerwała się z ławy i zapięła kożuch. Owinęła się starannie szalem futrzanym. Owinęła głowę tak, że tylko ślepia chabrowe było widać. *
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uraczysz mnie jeszcze jakąś opowieścią. *Powiedziała uchyliwszy szal przykrywający usta, uśmiechnęła się jeszcze na pożegnanie. Zakrywszy twarz odwróciła się i poszła w stronę drzwi.*
Karczmarz: - A krócej się nie dało? Tfu nabierajcie częściej. Napijcie się czasem. A nie strzelacie historyjkę długą jak stąd do morza, z prędkością szybkostrzelnego elfa...