| Karczmarz: z nudów rozlał na szynk nieco piwa i paluchem wskazującym zataczał w nim ósemki. co jakiś czas, popadał w zamyślenie, oblizywał paluch bądź dłubał nim w nosie... potem chwile tępym wzrokiem wpatrywał się w drzwi wejściowe i upewniając się że w karczmie nadal nikogo nie ma wracał do swojego zajęcia związanego z palcem i rozlanym piwem... |
| Karczmarz: - nawet ten cholerny świerszcz nie kwili już tutaj... ech i na co mi przyszło... |
| Karczmarz: *przechadzał się po pustej karczmie co jakiś czas którąś z drewnianych ław szmatą przecierając i mamrocząc coś do siebie na temat niechlujstwa, warcholstwa i chamstwa. W przerwach w biadoleniu i narzekaniu na brak gości przystawał i wzrok na chwile zatrzymywał na malowidłach które w karczmie wisiały. Zaraz potem jednak wzdychał głęboko i znów krążył po karczmie pomstując na brak gości i złota.* |
| Grandil (23:51): *Obudził się... Wstał i tak jakby nic się nie wydarzyło wyszedł z karczmy. Była to słuszna decyzja. Przeto faktycznie nic się nie wydarzyło, więc jak inaczej miałby wyjść?* |
| Grandil (21:43): *Ponieważ nic w karczmie nie absorbowało jego uwagi, siedział spokojnie. Przechodni myśleli, że czuwa z zamkniętymi oczami... Inni mogli sądzić, że właśnie łyka najmocniejszą gorzałkę w całym Galimorze i tak mu daje po gardle, że aż oczy zmrużył... Byli w błędzie... On zasnął...* |
| Bazyl (20:53): *Wstał, zabrał klucz z kontuaru i udał się na górę, gdzie czekał na niego pokój.* |
| Grandil (20:51): *Do karczmy wszedł wysoki jegomość w płaszczu. Postura jego wskazywała na to, że pod tkaniną skrywa potężne mięśnie. Jego płaszcz wskazywał na to, że albo lubi drogie rzeczy i chętnie grozi kupcom mieczem by dali mu piękne odzienia, albo matka jego matki była bardzo bogata i gdy umarła zapisała cały majątek swej matce która także umarła zostawiając go swemu dziecku. Choć wielu trudziło się i dumało, która wersja jest prawdziwa, żaden nie miał odwagi by go o to spytać. A odpowiedź zadowoliła by ich. Bowiem płaszcz ten... kupił za własne pieniądze. Skierował się do pustego kąta, nie do szynku, gdyż jak zauważył spoglądając dziś w stronę swej sakiewki, piwa dziś nie wypije, dziewczynki nie wychędorzy... Siadł zatem... i siedział czekając na rozwój wydarzeń w karczmie...* |
| Bazyl (20:12): -Bywaj zatem! I uważaj na macki czyhające w ciemnościach! * żart czy też prawdziwe ostrzeżenie? A może uwaga? Bazyl uśmiechnął się jeno i zajął się gonadami, które zostawiła Shamaya.* |
Amesilli Shamaya (19:59): - I to koniec już? *Zapytała* - Ciekawa historia, bardzo ciekawa, lecz czas na mnie, a w głowie zaczęło już szumieć. *Zerwała się z ławy i zapięła kożuch. Owinęła się starannie szalem futrzanym. Owinęła głowę tak, że tylko ślepia chabrowe było widać. *
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uraczysz mnie jeszcze jakąś opowieścią. *Powiedziała uchyliwszy szal przykrywający usta, uśmiechnęła się jeszcze na pożegnanie. Zakrywszy twarz odwróciła się i poszła w stronę drzwi.* |
| Karczmarz: - A krócej się nie dało? Tfu nabierajcie częściej. Napijcie się czasem. A nie strzelacie historyjkę długą jak stąd do morza, z prędkością szybkostrzelnego elfa... |