Witaj nieznajomy!
Zaloguj | Pomoc

Destination of Heroes :: załoga



Pierwotny pomysł: dzonder, Bart666
Programowanie: dzonder, mikie, Psychus, Tom B.
Grafika: Anakeen
Teksty: Czegewara, Trip, tatsu, Desthar Strakeln (Orion)
Testy zabezpieczeń: mikie



Możesz zamieścić ten banner na własnej stronie lub wymienić się bannerami! Pisz na adres: reklama@doh.pl

Destination of Heroes - fantasy mmorpg



Destination of Heroes - fantasy mmorpg

gfx-left-armGracze online: (36)gfx-right-arm

Agkah Rakkha, Airandil Annare, Anvil, Ariwald, Arwen, Axilya, Czerstwy Wacław, Desthar Strakeln, Evalion, Gilander, Gontyna Kry, Havier, Karneya, Kashey, Kedryk, Kratos, Kryzys, Levitt, Maya du Vorroc, Metztli, Najna, Nyder, Ocandar, Raven Pereith, Reiko, Roven, Rufus Cheryth, Sathendil, Sir Keldorn, SunnSepth, Tensarioth, Teoid, Thunderer, Valielaith Firiel, Vidette, Xeax Xani,

gfx-left-armWieści z karczmy:gfx-right-arm

Agkah Rakkha (21:46): *Zadziwiony był postępowaniem nieznajomej, pić wino na haust? Czy dwa? Wszak można tym trunkiem się delektować... Lecz, są gusta... O nich się nie dyskutuje. A nawet jeśli, to conajmniej wątpliwym jest, by on nagle zaczął rozmowę... Nawet przy składaniu zamówienia, oszczędny był w słowach, choć o powitaniu i podzięce nie zapomniał. Jeszcze zapłacić... Ręka powędrowała pod płaszcz, tam chwilę trwała... Monety zabrzęczały, widocznie przebierał w nich. Następnie jedną złożył na szynkwasie, odbierając jedyną ciecz w tym przybytku, która nie mogła być chrzczona... Nie pił, jeszcze nie... Choć pragnienie odczuwał od dłuższego czasu, pozostawał spokojny, wstrzymując się. Po co? Sam pewnie do końca nie wiedział...*
Najna (21:36): *Coś musiało ją wyrwać z zamyślenia, może jakaś światła myśl, gdyż oczęta jej się aż zaświeciły. Łypnęła na nieznajomego, nie starając się nawet być dyskretną. A może jednak powinna być milsza i bardziej kulturalna? Uśmiechnęła się delikatnie, nie wiadomo czy do swoich myśli czy do mężczyzny. Wzrokiem zmierzyła go od stóp do głów, jakby sprawdzała swoją szansę. Chwilowo jednak nie uczyniła żadnego ruchu, gdyż jej zapał został ostudzony przez najzwyklejszą wodę, którą jej obiekt zainteresowania zamówił.*
Agkah Rakkha (21:27): *I on zainteresowanie okazał, choćby odwracając się w stronę kobiety, gdy ta tylko pojawiła się w progu. Wszak drzwi, do cichych nie należały... Żadne, czy tylko te, nieważne. Usłyszał ją, zatem odwrócił się. Milczał jednak jak ona... Znaczy ona nie milczała, ale i nie przywitała się, więc cóż... Przepuścił, widocznie spieszącą się nieznajomą, by następnie samemu złożyć zamówienie, prosząc o najzwyklejszą wodę...*
Najna (21:24): A komu niby mam poroznosić? *Prychnęła, odrywając wzrok od nieznajomego. No cóż zagapiła się nań ale czy jest się czemu dziwować? Nie dość, że nie ma nikogo innego prócz niego i karczmarza do oglądania to i jeszcze jakoś tak mało "ruchawy" był. W myślach wzruszyła ramionami i chwyciła za podany kielich. Jednym haustem opróżniła go niemal do połowy. Ugasiwszy pierwsze pragnienie skierowała się ku pierwszemu, wolnemu stołowi, zastanawiając się skąd weźmie pieniądze na kolejny kielich. Karczmarz na pewno nie połasi się na jej usługi, bo i po co staremu grubasowi wróżby, abo uroki na miłość, czy młodość? Klapnęła wygodnie na krześle i zatopiła się w niezbyt wesołych myślach.*
Karczmarz: Jak poroznosicie wszystkim sami. Ja czasu nie mam, nie widać? Najna wino dla Ciebie!
Najna (21:13): *Drzwi do karczmy otworzyły się dość dynamicznie na oścież, wpuszczając do wnętrza trochę wiatru i suchych liści. Zamaszystym krokiem do izby weszła niska brunetka. Bordowa spódnica falowała dookoła kostek, kiedy właścicielka jej kroczyła do szynkwasu. Zatrzymawszy się u celu, nie rozglądając się dookoła wyjęła z małej sakiewki odliczoną kwotę i położyła ją na drewnie. Nie przejmując się czy może jegomość stojący obok niej właśnie zamawia trunek zwróciła się do właściciela przybytku.* Karczmarzu, podajże wina. *Dopiero po tym rozejrzała się po karczmie, zatrzymując dłużej wzrok na jedynym, prócz niej gościu.*
Agkah Rakkha (20:44): *Słońce dawno zaszło, więc w karczemne progi przywiewało różne osobistości. Przynajmniej tak być powinno w przekonaniu nowoprzybyłego, który zaraz miał zostać niemile zaskoczony. Otóż ów wszedłszy do budynku, dojrzał jedynie pustkę. Mimika twarzy wyraziła uczucia, jednak strój jaki przywdział, nie ukazywał jego twarzy... Ot długi ciemnozielony płaszcz z zaciągniętym mocno kapturem, a pod nim jakby czerń. Czasem oko jedno czy drugie błysnęło, nic więcej... Tak odziany do szynkwasu ruszył, słowa powitania nie rzucając... Bo komu?*
Harik (17:10): *Lekko pchnął drzwi i wszedł do karczmy, rozejrzał się z nieśmiałością po karczmie, po czym zajął miejsce przy oknie, wyjął sakiewkę, wyjął kilka złotych monet. *Powstał, odstawił laskę na bok i zdecydowanym krokiem ruszył po Piwo.*
Farellka (03:34): *Czas mijał niepostrzeżenie. Dziewczyna kilka razy zbierała się w sobie, by unieść się z ławy, za każdym razem jednak owe wysiłki spełzały na niczym. Bolące nogi domagały się odpoczynku, oczy ze zmęczenia same się zamykały, otępiały umysł podejmował desperackie próby ucieczki przed snem.*-Czas na mnie-*Mruknęła cicho sama do siebie, podnosząc się ociężale i owijając szczelnie płaszczem. Potykając się ze zmęczenia o własne nogi, wyszła z karczmy i ruszyła w swoją stronę.*
Farellka (01:43): *Lekko pchnęła drzwi i weszła do karczmy. Rozejrzała się wokół nieśmiało, po czym przemknęła się cichutko w kąt. Usiadła z westchnieniem ulgi i swoim zwyczajem ukryła twarz za zasłoną włosów, czujnie obserwując nieznane jej otoczenie.*