Witaj nieznajomy!
Zaloguj | Pomoc

Destination of Heroes :: załoga



Pierwotny pomysł: dzonder, Bart666
Programowanie: dzonder, mikie, Psychus, Tom B.
Grafika: Anakeen
Teksty: Czegewara, Trip, tatsu, Desthar Strakeln (Orion)
Testy zabezpieczeń: mikie



Możesz zamieścić ten banner na własnej stronie lub wymienić się bannerami! Pisz na adres: reklama@doh.pl

Destination of Heroes - fantasy mmorpg



Destination of Heroes - fantasy mmorpg

gfx-left-armGracze online: (19)gfx-right-arm

Bither, Dragonit, Ezaer, Galdan, Gerwulf, Hordmalling, Irillbrieg, Jotes, Lothard, Mircoranna, Moira, Przebudzony, Rhonin, Roven, Thorval, Titan, Tyraelz, Valdisek, Yazyr,

gfx-left-armWieści z karczmy:gfx-right-arm

Strażnik: Wszedł do karczmy jeden ze strażników, rozejrzał się dokoła zmęczonym wzrokiem i podszedł do śpiącego. Chwycił nieprzytomnego pod pachy i wyciągnął z karczmy, aby wrzucić do zimnego chlewu.
Szleja (18:44): *Wreszcie doszedł, przyjemne ciepło bijące od paleniska ogrzało jego twarz. Stary, z dawien wysłużony fotel przysunął bliżej ognia. Usiadł w nim, głęboko się zatapiając. Kufel z trunkiem, którego cięgiem nie uraczył nawet krótkim spojrzeniem postawił przy nodze. Złożył ręce na podłokietnikach, zwiesił głowę. Czy przysnął? Sprawdzi kto?*
Szleja (18:21): *Moneta z metalicznym brzdęknięciem wylądowała na kontuarze. Złapawszy za kufel od góry, samymi palcami, mężczyzna obrócił się na pięcie, by skierować swe kroki ku palenisku. W izbie nieustannie unosił się nieprzyjemny chłód będący świadkiem jego przybycia, jednak zelżał nieco... lub chociaż tak mu się wydawało. Trupie malowidło zdobiące jego lico skutecznie uniemożliwiało dojrzenie jakichkolwiek emocji, które wykwitły na jego obliczu, lecz i bez niego trudno byłoby zgadnąć, co jego twarz wówczas obrazowała.*
Karczmarz: Tak tak, już podaję przecież. Szleja wino dla Ciebie!
Szleja (18:03): *Posiniały z zimna dłońmi jął pracować przy klamrze od pasa, popuszczając chwili go po chwili. Zaraz też sięgnął jedną z nich za pazuchę dobywając pękatego miecha. Doszedłszy do szynkwasu, oparł łokcie o kontuar próbując rozzuć sakwę, jednak skostniałe dłonie ciągiem nie nadawały się do wykonywania zmyślniejszych czynności. Nie obyło się zatem bez użycia zębów, które wychynęły zza wąskich, trupich warg. Po chwili mężczyzna o dziwacznym licu dzierżył już w ręce miedzianą monetę, w której blask tuzina świec porozpalanych w karczmie odbijał się niczym słońce na tafli letniego jeziora.*
-Karczmarzu podaj mi kufel grzanego wina... * szepnął, czy mruknął bardziej, skrzywiając się przy tym jakby to co powiedział uwłaczało jego godności.*
Szleja (17:53): *Mróz nie zelżał ni trochę, tedy kiedy tylko drzwi zostały pchnięte, w gospodzie zrazu zagościł nieprzyjemnie chłodny powiew wiatru. Bez żadnego zaproszenia wtargnął, poruszył jasnymi płomieniami świec, a niosąc za sobą mniejsze i większe płatki śniegu rozkazał im tańczyć na cal od podłogi. Śnieżny wir opadł po paru chwilach, kiedy drzwi zostały zamknięte a wiatr zniknął. W izbie pozostały jeno mokre ślady, nieprzyjemny chłód i pewien wysoki jegomość, bystro taksujący wnętrze przybytku. Ręce trzymał zwieszone wzdłuż szczelnie spiętego płaszcza, który kończył mu się w kolanie, odsłaniając skrawek czarnych nogawic wpuszczonych w wysokie oficerki. Nim mężczyzna ruszył w kierunku szynkwasu, obstukał je o framugę.*
Moira (00:49): *Wsunęła ręce w rękawy płaszcza, wiążąc go pod szyją i kaptur na głowę nasuwając; z sakiewki wyjęła drobne monety i wrzuciła w pusty kubek, niosąc go na szynkwas. Na słowa wilczoczłeka krzyknęła tylko*
- Grasz nieczysto! To się nie godzi! Zemszczę się, zobaczysz!
*Po czym rzuciła się do biegu, drzwiami trzasnąwszy i w noc zimową za nim wypadając. Jej śmiech poniósł się echem, dziw, że gwiazdy nie pospadały od tego... *
Thorval (00:44): * Schylił się po płaszcz, podając go zaraz kobiecie. * - Tak, chyba już pora. Chodźmy. Czuję jakby czas naglił, nie czujesz napięcia? * Wyglądał jakby się uspokoił, choć złość zastąpił niepokój nie mający żadnego źródła. To też mógł być wpływ wilczej natury. * - Nieważne. * Udał się w stronę drzwi, zatrzymując i czekając aż wiedźma załatwi swoje sprawy. Widząc iż dziewczyna nadchodzi, otworzył drzwi. * - Jak przegrasz, jesteś mi winna pocałunek! * I wybiegł, żałował że nie mógł zobaczyć jej miny. *
Moira (00:35): *Spojrzała na swoje dłonie, szczupłe i białe. Miała bardzo jasną skórę, jak wszystkie rudowłose osoby.*
- Postaram się. Najlepiej wypatroszcie tego borsuka, co mi wygódkę odwiedza i zająć próbuje.
*Uśmiechnęła się blado, gestu już żadnego nie czyniąc. W zamyśleniu w ogień spojrzała, nie zauważywszy, że zamiast splatać, włosy rozplatać zaczęła. Rzęsy rzuciły cień na lekko piegowate policzki.*
- Chyba juz pora, Thorval... a w pełnię chcę sowy jakiejś ciało pożyczyć i las oblecieć. Pora rozprostować kości... *wstała z ociąganiem, rozglądając się za płaszczem.*
Thorval (00:24): * Cofnął dłoń, nim dziewczyna zdążyła dokończyć swoje magiczne dzieło. * - Poradzę sobie z nim. * Zabrzmiał oschle. Prawda była jednak taka, że prędzej czy później będzie musiał ustąpić miejsca bestii. Miał jednak nadzieję, że będzie to później. Nie miał ochoty prosić żadnego Xantra czy jemu podobnych profesją, aby ubili szybko. Rozmasował sobie kark, potajemnie bardzo mocno szczypiąc sobie skórę. Pomagało. * - Zrobimy Ci nowe rękawice. Zwierzyny pełno, zapoluję z Irilem. Tylko do pełni jakoś wytrzymaj i rąk sobie nie odmróź.